fbpx

Pewna wygrana LKS w Kaźmierzu

Lipski Klub Sportowy wygra wyjazdowe spotkanie z Czarnymi Kaźmierz.

Podbudowani wygranym tydzień wcześniej, meczem z Golnicą Ryczywół, zawodnicy LKS Lipa, pojechali w niedzielne południe do Kaźmierza, by tam zmierzyć się z nieobliczalnym zespołem Czarnych. Już pierwsze minuty meczu pokazały, że gospodarze grają ofensywny futbol, szybko przemieszczając piłkę pod bramkę LKS-u, często z pominięciem drugiej linii. Uczuleni przez trenera zawodnicy z Lipy umiejętnie rozbijali ataki Czarnych i szukali swoich okazji w dokładnych i składnych akcjach zespołowych. Już w 15 minucie po dokładnie rozegranym wrzucie z autu Tomasz Tecław dograł piłkę w pole karne, a tam Filip Łusiewicz, wybiegając zza pleców obrońcy uderzył z pierwszej piłki i bramkarz gospodarzy po raz pierwszy musiał wyciągnąć piłkę z siatki.

7 minut później kapitalnym strzałem popisał się Kamil Chmielewski, który z około 25 metrów uderzył z lewej strony pola karnego. Piłka uderzona na długi słupek, odbiła się od niego i Lipa prowadziła już 2:0. Gospodarze zdobyli gola kontaktowego w 26' . Z rzutu wolnego dośrodkowywał zawodnik gospodarzy. Piłkę na głowę przyjął Tomasz Tecław i gdy wszystkim wydawało się, że ta wyjdzie na rzut rożny, futbolówka dostała dziwnej rotacji, spadła między zdezorientowanych bramkarza i Szymona Chudziaka, po czym do siatki wepchnął ją napastnik gospodarzy. Po tej bramce LKS szybko upodządkował swoją grę i już 5' później w 31 minucie ponownie Kamil Chmielewski, po podaniu od Filipa Łusiewicza minął w sytuacji sam na sam bramkarza i pewnym strzałem zdobył trzecią bramkę dla LKS-u. 3' po tej bramce, kapitan zawodników z Lipy popisał się atomowym uderzeniem z około 40 metrów. Bramkarz Czarnych popełnił błąd i piłka po raz czwarty zatrzepotała w siatce gospodarzy. LKS poszedł za ciosem i w 40 minucie gry Kamil Chmielewski idealnie obsłużył Tomasza Stokłosę, który pokonał płaskim strzałem po ziemi po raz piąty bramkarza Czarnych.

Po przerwie gospodarze ruszyli do bardzo zdecydowanych ataków. W 65' zdobyli drugą bramkę z rzutu karnego po bardzo wątpliwym faulu Rafała Dylawerskiego. Ale w tym dniu zawodnicy LKS-u grali bardzo konsekwentnie i 5' później ponownie Kamil Chmielewski zdobył najpiękniejszą bramkę w tym spotkaniu. Oddał zaskakujący strzał z ok. 30 metrów. Piłka odbiła się w okolicach okienka od poprzeczki, po czym jeszcze od ziemi i zatrzepotała w siatce. Gra od tego momentu nieco siadła. W grę obu zespołów wkradło się trochę chaosu. Wykorzystali to gospodarze, którzy w 83' po szybkiej kontrze umieścili po raz trzeci piłkę w bramce gości.

To jednak nie był koniec popisów strzeleckich zawodników z Lipy. Praktycznie w ostatniej akcji meczu, Szymon Osak dośrodkował z prawego skrzydła na głowę wbiegającego Kamila Rembacza. Młody pomocnik LKS-u uderzył w poprzeczkę. Do odbitej piłki dopadł wprowadzony w 75' gry Paweł Garstecki i uderzeniem tyłem do bramki zdobył 7 gola dla Lipskiego Klubu Sportowego. Przy tej akcji niefortunnie interweniował bramkarz gospodarzy, który nabawił się groźnie wyglądającej kontuzji(podejrzenie złamania ręki). Miejmy nadzieję, że złe prognozy się jednak nie sprawdzą i sympatyczny bramkarz Czarnych będzie mógł szybko wrócić na boisko.

Zawodnicy LKS-u wystąpili w tym meczu w następującym składzie:
Dylawerski(80' Piekarski) – Tecław, Koralewski, Chudziak(70' Rembacz), Stefaniak(46' Stokłosa Andrzej) – Olech(68' Osak Szymon), Chmielewski Łukasz, Rychlewski, Łusiewicz - Chmielewski Kamil, Stokłosa Tomasz(75' Garstecki)

Fot. LKS Lipa - Zieloni Gaj Mały