fbpx

Problem PiSu z prezydentem z opozycji

To Jarosław Kaczyński będzie tym, który ten PiS rozwali.

Zacznę od truizmu. Teraz największym bojem będzie bój o prezydenturę. To będzie bój najważniejszy dla opozycji, ale przede wszystkim zupełnie kluczowy bój dla PiSu. Standardowa narracja PiSu w tej sprawie jest taka: jeżeli przegramy prezydenta, to ten prezydent będzie nam blokował „dobrą zmianę”, „dobra zmiana”po prostu się skończy. To jest oczywiście prawda, że jeśli opozycja zyskałaby prezydenta, to rozpocznie się proces cywilizowania „dobrej zmiany”. To już nie będzie - jak dzisiaj - ślepa rewolucja, tylko ktoś temu nada jakiś racjonalny hamulec.

Nie w tym jest jednak główny problem PiSu. Główny problem PiSu tkwi w Jarosławie Kaczyńskim. Otóż prezes PiS-u jest z założenia maksymalistą. I zawsze będzie dążył do absolutnej i jednoosobowej władzy. Jednoosobowej władzy, oczywiście wykonywanej za pośrednictwem figurantów, typu Andrzej Duda czy Mateusz Morawiecki. Jeśli na przykład okazałoby się, że Jarosław Kaczyński od sierpnia 2020 musiałby się układać nie tylko z Senatem, ale i prezydentem, to będzie to dla niego coś czego organicznie, czy wręcz fizycznie, nie będzie w stanie znieść. Wybierze wtedy na 100% prędzej ryzyko przegrania jakiś przedwczesnych wyborów – jak 2007 – niż trwającą 3 lata koabitację.

I to w tym sensie zdobycie prezydentury przez opozycję będzie kluczowe. Jeśli opozycja zdobędzie urząd prezydenta, to Jarosław Kaczyński będzie się wolał zdecydować na ryzyko utraty władzy, niż na jakąś współpracę.

Wiem. Wszyscy powiedzą, że kilka lat temu ogłaszali to już Kamiński z Mrozowskim. Ale jeśli wybory prezydenckie wygrała by opozycja, to to będzie prawdziwy koniec PiS-u. I to Jarosław Kaczyński będzie tym, który ten PiS rozwali.